śladami władcy pierścieni nowa zelandia
Amazon i jego usługa Prime Video szykują się do swojej najważniejszej premiery tego roku, czyli „Władcy Pierścieni: Pierścieni Władzy”. W sieci pojawiła się nowa zapowiedź, która nawiasem mówiąc wcale nie powinna się tam znaleźć. Dołącz do Amazon Prime z tego linku, skorzystaj z promocji (30 dni za darmo) i kupuj taniej podczas pierwszego Amazon Prime Day […]
– Tomasz Gorazdowski, zabierze nas w miejsca wyjątkowe, na sam koniec świata: do Nowej Zelandii i na wyspy Pacyfiku śladami trylogii J.R.R. Tolkiena „Władca Pierścieni”. Wraz z podróżnikiem wybierzemy się m.in. do Hobbitonu oraz Mordoru – powiedział nam Robert Mazurek, dyrektor Radzyńskiego Ośrodka Kultury.
Od dawna wiadomo, że akcja produkcji rozgrywa się w Drugiej Erze Śródziemia, a teraz ma pojawić się książka, będąca zbiorem twórczości J.R.R. Tolkiena, skupiającej się na tym właśnie okresie. Zaledwie kilka tygodni po premierze "Władcy Pierścieni: Pierścieni Władzy" na rynku wydawniczym pojawi się "Upadek Numenoru".
Drzewiec – jedna z najstarszych istot w Śródziemiu, władca Entów. Tuż przed świętami do dystrybucji trafiły dwie odświeżone trylogie Petera Jacksona, które w końcu w pełni wykorzystają potencjał technologii 4K. Reżyser postanowił wyjaśnić, czym różni się nowy Władca pierścieni od pierwowzoru.
Witajcie Kochani! Zapraszamy wszystkich ciekawskich na filmik z planu filmowego HOBBITON. :)Mogłabym tu teraz pisać same Och i Ach na ten temat, bo jak na fa
nonton film menjelang maghrib full movie lk21. Nowa Zelandia – przykładowe programy indywidualne ŚLADAMI HOBBITA I WŁADCY PIERŚCIENI 16 DNI5 sierpnia, 2015Wędrówka śladami filmów oraz odkrywanie uroków wysp Południowej i Północnej. 500 800 toptravel 2015-08-05 12:40:002019-04-11 10:28:09ŚLADAMI HOBBITA I WŁADCY PIERŚCIENI 16 DNIKLASYCZNA NOWA ZELANDIA 10 DNI5 sierpnia, 2015Auckland, Rotorua, Queenstown, parki narodowe 500 800 toptravel toptravel2015-08-05 11:53:302019-04-11 10:28:19KLASYCZNA NOWA ZELANDIA 10 DNI KLASYCZNA NOWA ZELANDIA 10 DNIŚLADAMI HOBBITA I WŁADCY PIERŚCIENI 16 DNISystem wykorzystuje pliki cookies. Bez tych plików serwis nie będzie działał poprawnie. W każdej chwili, w programie służącym do obsługi internetu, można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji w Polityce prywatności. .Accept CZytaj o polityce prywatności
Nowa Zelandia i wyspy Pacyfiku śladami „Władcy Pierścieni” Radzyński Ośrodek Kultury i działające przy nim Radzyńskie Stowarzyszenie „Podróżnik” zapraszają na spotkanie autorskie, którego gościem będzie dziennikarz sportowy i podróżnik Tomasz Gorazdowski. Wydarzenie, odbywające się w ramach 38. edycji „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”, rozpocznie się 14 stycznia o godz. w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Zenona Przesmyckiego w Radzyniu Podlaskim. Wstęp wolny. – Tomasz Gorazdowski, zabierze nas w miejsca wyjątkowe, na sam koniec świata: do Nowej Zelandii i na wyspy Pacyfiku śladami trylogii Tolkiena „Władca Pierścieni”. Wraz z podróżnikiem wybierzemy się do Hobbitonu oraz Mordoru – powiedział nam Robert Mazurek, dyrektor Radzyńskiego Ośrodka Kultury. Ponadto uczestnicy spotkania doświadczą zapierającej dech i różnorodnej przyrody Nowej Zelandii oraz bajecznie tropikalnych plaż wysp Pacyfiku. Odwiedzą też egzotyczne kraje, takie jak Wyspy Cooka, Vanuatu czy Samoa, które często trudno nawet zlokalizować na mapie. Tomasz Gorazdowski urodził się w 1967 r. Dziennikarz sportowy, przez blisko 25 lat związany z Programem Trzecim Polskiego Radia. Obecnie prowadzi audycje w Radiu 357. Gdyby nie był dziennikarzem, byłby piłkarzem, albo zawodowym podróżnikiem. Uwielbia dalekie podróże i eksplorowanie świata – odwiedził już ponad 100 państw. Objechał na motocyklu świat dookoła, samochodem przejechał trzy Ameryki, a na wszelkie sposoby Azję i Oceanię. Kocha kuchnie świata, ale sam konsekwentnie nie gotuje. Owocem jego szalonych wypraw są książki podróżnicze: „126 dni na kanapie. Motocyklem dookoła świata” (2010), „Przez trzy Ameryki” (2015) i „Obietnica Tiaki. O niezwykłości Nowej Zelandii i wysp Pacyfiku” (2021). Na „Radzyńskie Spotkania z Podróżnikami” zaprasza Burmistrz Radzynia Podlaskiego Jerzy Rębek oraz Starosta Radzyński Szczepan Niebrzegowski, a także organizatorzy: Radzyński Ośrodek Kultury i działające przy nim Radzyńskie Stowarzyszenie „Podróżnik”. Sponsorami wydarzenia są: firma drGerard, Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych oraz Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej w Radzyniu Podlaskim. Patronat nad spotkaniem objął ogólnopolski miesięcznik „Poznaj Świat”, portal Kocham Radzyń Podlaski, Telewizja Radzyń, Biuletyn Informacyjny Miasta Radzyń oraz Informator Powiatowy. Data publikacji: r. Radzyniacy wyruszyli śladami „Władcy Pierścieni” 14 stycznia 2022 r., w ramach 38. edycji „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”, w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Zenona Przesmyckiego w Radzyniu odbyło się spotkanie z Tomaszem Gorazdowskim. Tematem była wyprawa do Nowej Zelandii i na wyspy Pacyfiku śladami trylogii Tolkiena „Władca Pierścieni”. Na antypodach Nowa Zelandia leży prawie na antypodach Polski – po przeciwnej stronie kuli ziemskiej. Tomasz Gorazdowski odwiedził ją 2 lata temu, a jednym z głównych motywów podjęcia wyprawy było zwiedzenie miejsc, gdzie był kręcony film „Władca Pierścieni”. Dziennikarz wyznał, że już w dzieciństwie zafascynował się powieścią Tolkiena. Filmowe adaptacje kolejnych tomów realizowane w Nowej Zelandii przez pochodzącego z tego kraju reżysera Petera Jacksona sprawiły, że „Władca Pierścieni” zrobił się modny, a Nowa Zelandia stała się celem wycieczek organizowanych dla turystów pragnących zwiedzić miejsca związane z realizacją filmu. Nowa Zelandia to kraj położony na dwóch wyspach: północnej i południowej, których łączna powierzchnia (prawie 269 tys. km2) jest porównywalna z powierzchnią Polski, tymczasem żyje w niej ok. 4 mln ludzi, w tym połowa w trzech miastach, z których największe jest Auckland (1,5 mln). Sieć dróg nie jest rozbudowana – na całej Nowej Zelandii jest 150 km autostrad. Na innych panuje niewielki ruch. Jednak nie można szaleć z prędkością – obowiązuje ograniczenie do 90 km/h, a za przekroczenie grożą bardzo surowe kary. Ponadto w kraju, gdzie większość powierzchni zajmują góry, drogi są bardzo kręte i nie da się nimi zbyt szybko jeździć. Rajska kraina na wulkanie Olbrzymie odległości wysp od najbliższych lądów, a nawet innych wysp spowodowały, że mają one specyficzną faunę, większość zwierząt to gatunki endemiczne, żyją tylko w Nowej Zelandii. Jednym z nich jest kiwi – ptak nielot będący jednym z symboli Nowej Zelandii. Poza tym – co podkreślił podróżnik – nie ma tam ani jednego gatunku niebezpiecznego dla człowieka. Stosunkowo niewielu stałych mieszkańców, wielkie, niemal bezludne przestrzenie ze wspaniałą przyrodą i urozmaicone krajobrazy, zielone wzgórza porośnięte trawą lub drzewami, górskie szczyty pokryte lodowcami, rajskie, piaszczyste plaże, czysta, przejrzysta woda, urokliwe zatoczki, bujna zielona roślinność, skaliste zatoki z malowniczymi fiordami – to wszystko czyni Nową Zelandię rajem dla turystów. – Nowa Zelandia to kraj nieprawdopodobnie obdarowany przez naturę. Widoki w każdym momencie obłędne! Żyć, nie umierać! – ekscytował się Tomasz Gorazdowski. W trakcie opowieści zwracał uwagę na wielki pietyzm, z jakim Nowozelandczycy traktują bogactwo przyrody swego kraju i o udogodnienia dla turystów – począwszy od odprawy paszportowej, w trakcie której celnicy wydłubywali z podeszew butów pozostałe na nich resztki z „cudzego” kraju, pokazywał ścieżki w parku narodowym (jest ich w Nowej Zelandii 14) wyłożone deskami, a te dodatkowo pokryte metalową siatką, mówił o trasach turystycznych, campingach, bezpłatnych schroniskach, wielu kamperach, które można bez problemu wypożyczyć. Okalający wyspy pas nizin jest dość wąski. Ich wnętrze to góry, także z lodowcami (najdłuższy Tasmana ma 29 km długości), nie brak tu jezior, gorących źródeł i gejzerów, także wulkanów. I jeśli istnieje jakaś rysa na tej rajskiej krainie – to niepewność jutra. – Wyspa ma charakter wulkaniczny. To stanowi zagrożenie. Jak pewnego dnia rąbnie – to koniec. Wyspa ulegnie zagładzie – wieszczył podróżnik. To jednak w nieokreślonej przyszłości. W ojczyźnie Hobbitów Reżyser „Władcy Pierścieni” Peter Jackson bez wielkiego trudu znalazł tu miejsca do realizacji filmu. Na owczej farmie Russella Alexandra w pobliżu miasteczka Matamata znalazł wszystko, co było potrzebne do zbudowania Hobbitonu – ojczyzny i domu Hobbitów. Łagodne pagórki pokryte rozległymi łąkami i porośnięte drzewami, jezioro i rosnące nad nim olbrzymie drzewo. W dodatku – jak okiem sięgnąć żadnych śladów cywilizacji – dróg, linii energetycznych, wysokich budynków zakłócających pierwotny krajobraz. O powstaniu Hobbitonu opowiadał Tomasz Gorazdowski i zaprezentował krótki reportaż radiowy przygotowany na ten temat. Przygotowania trwały 2 lata, ekipie filmowej pomogła armia nowozelandzka, dzięki poparciu premier Nowej Zelandii – wielbicielki twórczości Tolkiena. W pierwszej wersji wioska zbudowana była prowizorycznie. Okazało się, że zaczęły tam pielgrzymować tłumy, żeby zobaczyć miejsce, gdzie kręcono film. Do realizacji drugiej części (2009) zbudowano Hobbiton z trwałych materiałów: kamieni, cegły, drewna, stali. I tak już zostało. W wiosce znalazły się 44 hobbickie nory, których drzwi skrzypią jak w filmie (niestety, wejść można tylko do jednej, a i ta wewnątrz jest pusta), ale i młyn, Gospoda pod Zielonym Smokiem, w której działa pub, zielone ogrody. – Wykonanie jest fantastyczne zgodnie z opisem w powieści, wszystko jest prawdziwe, nawet z chatek unosi się dym – zachwycał się podróżnik. Zachwycają się również turyści. Co 10 minut podjeżdża autobus, z którego wysiada 40-50 turystów. Jeden bilet kosztuje 75 dolarów nowozelandzkich. Dziennikarz wyliczył, że miesięczny przychód prywatnego przedsiębiorstwa właściciela terenu i reżysera filmu wynosi 250 tys. dolarów. W ten sposób plan filmowy stał się kolejną atrakcją turystyczną Nowej Zelandii. W trakcie relacji z podróży, wskazywał inne miejsca, gdzie były realizowane poszczególne fragmenty filmu, szczególnie szerokie plenery – miejsca rozgrywanych bitew. W świecie żeglarzy i ośrodku kultury Maorysów Hobbiton to oczywiście nie jest jedyne miejsce, do którego Tomasz Gorazdowski zabrał radzyńskich miłośników podróży. Po wylądowaniu na nowozelandzkiej ziemi na Wyspie Północnej pierwsze kroki stawiał w Auckland. To największe miasto Nowej Zelandii (1,5 mln mieszkańców), nowoczesne, z zachwycającymi turystów widokami na piękną zatokę i mnóstwem klimatycznych knajpek i restauracji. Wiele tu się dzieje, szczególnie w dziedzinie sportów wodnych, a najwięcej – żeglarstwa. „Witamy w świecie żeglarzy!” – głoszą napisy. Następnym przystankiem w podróży było Rotorua – ważny ośrodek kultury pierwotnych mieszkańców – Maorysów, znajduje się tam maoryski teatr, a na obrzeżach miasta – prawdziwa wioska Maorysów – Ohinemutu. Podróżnik pokazywał fotografie maoryskich rzeźb, tatuaży i tańców. Miejscowość uważana jest też za nowozelandzką stolicę zjawisk geotermalnych. W położonym w pobliżu parku geotermalnym gejzer Pohutu wyrzuca strumienie pary i gorącej wody na wysokość do 20 metrów co ok. 15 minut. To około ma różną długość. Dziennikarz miał pecha. Po 45 minutach zrezygnował z oczekiwania, a wówczas nastąpił wybuch gejzera. W pobliżu znajduje się wulkan Tarawera. Wspomniał też o ciekawostce – jaskini Waitomo, na której ścianach znajdują się tysiące małych robaczków, które emitują światło, tworząc niepowtarzalną konstelację na ciemnych skalnych ścianach. Podczas wędrówki na południe spotkał „szampańskie” jeziora – niepowtarzalne akweny z różnokolorową, bulgocącą wodą. – Znaleźć w nich można całą tablicę Mendelejewa – informował Tomasz Gorazdowski i zdecydowanie odradzał wszelkie próby kąpieli, które mogłyby się źle skończyć dla śmiałków. Na Wyspie Południowej, czyli na końcu świata Wyspa Południowa o podobnej powierzchni jak Północna jest bardziej dzika (tu żyje zaledwie 800 tys. mieszkańców, w tym 390 tys. w mieście Christchurch), ale też bardziej zróżnicowana – z pięknymi plażami, fiordami, lodowcami. Miłośnicy turystyki mogą skorzystać z taksówek wodnych – popłynąć wzdłuż wybrzeża dowolnie długą trasą, a potem wracać kilka dni wybrzeżem. Z noclegami nie ma problemu. Po drodze są schroniska – dobrze utrzymane i w dodatku bezpłatne, na parkingach stoi mnóstwo gotowych do wypożyczenia kamperów. Taki szlak turystyczny biegnie przez całą Nową Zelandię (ma ok. 3 tys. km długości). Można też przejechać trasę samochodem. Drogi są mało uczęszczane, wybrzeże puste, wszędzie można się zatrzymać, wykąpać. Jadąc na południe mijał niewielkie miasteczka. – Jakby się czas w nich zatrzymał, wyglądają jak w latach 50. w Europie – komentował. Wyspa ma ok. 200 km szerokości. Można ją przejechać wszerz, ale trzeba się liczyć z tym, że faktyczna droga jest 3-4 razy dłuższa niż odległość na mapie. Wnętrze wysp nowozelandzkich zajmują góry. Wzdłuż Wyspy Południowej ciągną się Alpy Południowe. Drogi są kręte, z wieloma zakrętami, jazda jest powolna. Można też góry przelecieć samolotem. Można i warto dla niesamowitych widoków. Tomasz Gorazdowski zaprezentował kilka filmików z przelotu nad Alpami Południowymi. Na terenie Parku Narodowego Westland Tai Poutini znajdują się dwa słynne lodowce – Fox Glacier i Franz-Josef Glacier. Podróżnik pokazał również film z wyprawy na lodowiec Franciszka Józefa. Poleciał tam wynajętym helikopterem. Taka atrakcja wprawdzie sporo kosztuje, podkreślał dziennikarz, ale wrażenia warte są ceny, a zdjęcia wykonane na lodowcu – bezcenne. Tomasz Gorazdowski dotarł na południowy kraniec Wyspy Południowej. Mówił o pobycie w Queenstown – miejscowości o charakterze kurortu narciarskiego, mającej ok. 15 tys. mieszkańców, do której w sezonie narciarskim przybywa ok. 1 mln turystów. Jest to również baza wypadowa dla wycieczek do fiordu Milford Sound – jednej z najpiękniejszych atrakcji Nowej Zelandii. Ten cud natury, „nieziemskie miejsce” zostało wyrzeźbione wskutek spływania lodowca do morza. Milford Sound to jedno z najbardziej deszczowych miejsc na Ziemi. Opady powodują powstanie olbrzymiej liczby wodospadów. Podróżnik pokazywał też fotografie innej atrakcji zachodniego wybrzeża Wyspy Południowej – słynne Punakaiki, czyli „Skały Naleśnikowe” – nietypowe formacje skalne, przypominające ułożone jeden na drugim naleśniki. Jadąc jeszcze bardziej na południe dotarł do Glenorchy (500 mieszkańców), gdzie stwierdził, że jest na końcu świata. – Tam droga się kończy, dalej zmienia się w szutrową. W niedalekiej odległości znajduje się kraina Paradise. Tu także, na tle wspaniałych, dzikich krajobrazów, kręcone były plenerowe sceny „Władcy Pierścieni”. Tomasz Gorazdowski odwiedził także „przy okazji” wyspy polinezyjskie, był na Tahiti, Bora-Bora, Samoa – choć każde z tych miejsc ma swą specyfikę, wszędzie są wspaniałe plaże ze złotym piaskiem i z krystalicznie czystą wodą. A turyście towarzyszy poczucie, że jest „pośrodku niczego” – w oddaleniu kilku tysięcy kilometrów od najbliższego stałego lądu. Opowieściom Tomasza Gorazdowskiego towarzyszył bogaty pokaz fotografii oraz filmów obrazujących przyrodę oraz fragmenty życia codziennego spotykanych ludzi. W podziękowaniu za spotkanie podróżnik otrzymał pamiątkowy medal „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami” oraz karykaturę autorstwa Przemysława Krupskiego. Każdy zainteresowany miał też możliwość zakupienia ostatniej książki podróżnika wraz z dedykacją. Na „Radzyńskie Spotkania z Podróżnikami” zaprosił Burmistrz Radzynia Podlaskiego Jerzy Rębek oraz Starosta Radzyński Szczepan Niebrzegowski, a także organizatorzy: Radzyński Ośrodek Kultury i działające przy nim Radzyńskie Stowarzyszenie „Podróżnik”. Sponsorami wydarzenia byli: firma drGerard, Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych oraz Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej w Radzyniu Podlaskim. Anna Wasak Data publikacji: r. Jak mamy coś po sobie zostawić, to niech to będzie tylko odcisk stopy Wywiad Roberta Mazurka z dziennikarzem radiowym i podróżnikiem Tomaszem Gorazdowskim Ryszard Kapuściński w „Podróżach z Herodotem” napisał: „Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.” Kto zaraził Pana bakcylem podróżowania? Nie mam tutaj najmniejszej wątpliwości – to byli moi rodzice, którzy każdą wolną chwilę i każde zarobione pieniądze wydawali na poznawanie świata. W dzieciństwie razem z nimi zwiedziłem całą Europę, począwszy od Bułgarii, a kończąc na Szkocji. Jeździliśmy trabantem, małym i dużym fiatem. Wtedy wszystko się zaczęło, najpierw odkrywanie świata na małą skalę, a później na trochę większą. A jak wpadł Pan na pomysł motocyklowej podróży dookoła świata, o której możemy przeczytać w książce „126 dni na kanapie. Motocyklem dookoła świata”? Przed tą wyprawą jeździłem już w różne rejony świata, o czym dobrze wiedziała moja rodzina i znajomi. W pewnym momencie dostałem od brata książkę Ewana McGregora i Charliego Boormana pt. „Long Way Round”, którzy robiąc materiały do BBC przejechali cały świat. Różnica była taka, że oni dysponowali milionowym budżetem i potrafili jeździć motocyklami. Ja nie miałem takiego budżetu ani nigdy nie jeździłem jednośladem. Stwierdziłem jednak, że pomysł jest fantastyczny. W miarę łatwo udało mi się znaleźć sponsorów, a samo nauczenie się jazdy motocyklem też nie sprawiło mi większego problemu. Wyszedłem z założenia, że jak uda się na niego wsiąść i przejechać 3 kilometry, to zapewne uda się przejechać i 30 kilometrów. A jeżeli 30 to i 300. A potem te 30 000 dookoła świata to jest tylko multiplikacja tych 3, 30... Mówi się, że każdy ma swoją górę do zdobycia. Czy podróż ta była Pana przysłowiowym Mount Everestem? Patrząc na nią z perspektywy czasu, to tak. Lata lecą, człowiek zrobił się już bardziej wygodny i nie wiem, czy teraz znalazłbym w sobie motywację, by wyruszyć w tak wymagającą i trudną logistycznie podróż. O takiej podróży marzy chyba każdy. Pan spełnił te marzenia bardzo szybko, ale udowodnił też później, że istnieją równie spektakularne wyczyny. Mam tutaj na myśli podróż drogą Panamerykańską, która stała się tematem Pana drugiej książki pt. „Przez trzy Ameryki. 30 000 kilometrów z Alaski do Ziemi Ognistej ”. Może Pan powiedzieć nam coś więcej na temat tej podróży? Jedyną dla mnie szansą, aby pojechać w długą podroż, podczas gdy pracowałem na etacie w radio, było połączenie jednego z drugim. W związku z tym po wyprawie motocyklem dookoła świata kolejny projekt musiał być bardziej trudny i ekstremalny. Podróż przez trzy Ameryki wydawała mi się wystarczająco atrakcyjna, by znaleźć sponsorów i zainteresować nią ludzi. I to wszystko chyba mi się udało. A którą z trzech Ameryk najmilej Pan wspomina? Każda była absolutnie inna i każdą bardzo miło wspominam. Jednak gdybym miał na miesiąc przenieść się do wybranej, to byłaby to Ameryka Południowa. Jeżeli przejechałem zachodnią część tego kontynentu, to wschodnia została prawie nie ruszona. W związku z tym te rejony są dla mnie nieznane i to jest dobry powód by tam powrócić. Podróż dookoła świata jak i przez trzy Ameryki zrealizował Pan wspólnie z Programem Trzecim Polskiego Radia. Czy takie codzienne relacjonowanie wyprawy nie odzierało jej z magii podróżowania? Czy nie miał Pan poczucia, że przez to po drodze uciekało wiele rzeczy? Momentami tak. Stosunkowo najtrudniejsza była pierwsza motocyklowa wyprawa dookoła świata, na którą porwałem się trochę jak z motyką na słońce. Wyjeżdżając nie wiedziałem, z czym się to wiąże, nie przewidziałem, że jadąc motocyklem, nie można było niczego innego robić. W przypadku wyprawy samochodowej przez trzy Ameryki było już łatwiej. W trakcie przemieszczania się można było coś poczytać, zaplanować czy popracować nad dźwiękiem. Wielokrotnie dojechawszy w fajne miejsce zamiast iść na plażę, zdobywać jakiś szczyt czy coś zwiedzić musieliśmy natychmiast wypakowywać wszystkie rzeczy i przygotowywać program. Bardzo często w Pana książkach odnajdziemy odwołania do „Władcy Pierścieni”. Jest Pan fanem trylogii Tolkiena? Jestem jednym z największych fanów! „Władca Pierścieni” to książka, którą najwięcej razy w życiu przeczytałem, po raz pierwszy w pierwszej klasie podstawówki. W domu, wspólnie z bratem i ojcem, urządzaliśmy sobie nawet konkursy wiedzy, odpytując się z jej treści. Z jednej strony cieszę się, że świat poznał Tolkiena po ekranizacji „Władcy Pierścieni”, a z drugiej trochę mi smutno, bo byłem jednym z niewielu, który znał przygody dzielnych Hobbitów. Mam też trochę żal do Petera Jacksona, gdyż jako zaawansowany „tolkienolog” dostrzegam duże nieścisłości w filmie. A jaki wpływ na Nową Zelandię wywarł ten film? Potężny, przede wszystkim nastąpił ogromny rozwój turystyki. Jest to doskonały przykład na to, jak masowa kultura jest w stanie zmieć nawet kraj. Przed ekranizacją „Władcy Pierścieni”, jeżeli ktoś mówił o Nowej Zelandii, to z reguły miał skojarzenie z owcami, może z żeglarzami. Obecnie w pierwszej kolejności przed oczami mamy piękne widoki, które widzieliśmy w filmie. Miliony ludzi z całego świata przyjechały do Nowej Zelandii, by zobaczyć, gdzie był kręcony „Władca Pierścieni”. Zostawili oni miliony euro, funtów i dolarów, powstały nowe miejsca pracy. W Nowej Zelandii odwiedził Pan wiele miejsc związanych z „Władcą Pierścieni”. Które z nich zrobiło na Panu największe wrażenie i dlaczego? Zdecydowanie „Hobbiton”, który został zbudowany od podstaw z ogromnym pietyzmem i dbałością o szczegóły. Obecnie jest to dobrze funkcjonujące przedsiębiorstwo, które dziennie obsługuje tysiące ludzi. Natomiast jeżeli chodzi o miejsca związane z kręceniem filmu, to każdemu polecam filmowy Mordor, czyli Górę Przeznaczenia. Sam wulkan i jego okolica są bardzo piękne i stanowią fantastyczne miejsce na wycieczki. Dzięki Tolkienowi Nowa Zelandia wielu osobom kojarzy się właśnie z „Władcą Pierścieni”, ale jej symbolem jest też kiwi... Zanim się stał taki, jaki jest, był ptakiem latającym i bardzo kolorowym. Według wierzeń Nowozelandczyków kiwi poświęcił swoje skrzydła i piękne upierzenie, aby zostać obrońcą lasu. Obecnie żyje w Nowej Zelandii około 50-60 tys. tych ptaków. Zagrożeniem dla nich są drapieżniki wyjadające jaja, które kiwi składa rzadko. Jego jajo jest największe na świecie w stosunku do masy ptaka. Jest ono kilkakrotnie większe niż jajo kury, która jest rozmiarem zbliżona do kiwi. Ciekawostką jest też to, że 98% Nowozelandczyków nie widziało kiwi w jego naturalnym środowisku, ponieważ jest to ptak nocny. A w jaki sposób najlepiej poznawać Nową Zelandię? Wydaje mi się, że kamperem, który jest bardzo popularnym sposobem podróżowania po tym kraju. Dodaje on romantyzmu, można zatrzymać się, gdzie się tylko chce, a poza tym wiele miejsc jest przygotowanych pod tym kątem. Do dyspozycji mamy mnóstwo szlaków turystycznych, we wszystkich częściach Nowej Zelandii, łączący północny cypel z południowym. Liczy on ok. 3 tys. kilometrów. No właśnie, jazda samochodem po Nowej Zelandii bardzo różni się od jazdy po Polsce. Co dla Pana było najtrudniejsze? Utrzymać limit prędkości. W Nowej Zelandii jest dużo miejsc, gdzie drogi są puste i obowiązuje ograniczenie prędkości do 90 km/h poza miastem. Nie ma to logicznej podstawy, ale tam tak jest, a mandaty są naprawdę wysokie. Obok Nowej Zelandii odwiedził Pan wyspy Pacyfiku, Bora Bora, Tahiti, Samoa, Bali czy Fidżi. Gdy słyszymy ich nazwy w większości mamy skojarzenia z rajem. Czy tak jest w rzeczywistości? To są tak piękne miejsca, że faktycznie kojarzą się z rajem. Będąc tam doświadczamy połączenia dżungli z ciepłym i przejrzystym oceanem, bogactwem podwodnego świata. Nie ma tam cywilizacji oraz tłumów ludzi. Jedynie jedzenie mogłoby być lepsze. Wyspy Pacyfiku są dobrym miejscem do poleniuchowania, ale ile można tylko odpoczywać? Na dłuższą metę nie ma tam co więcej robić. Wspomniał Pan, że nie ma tam tłumów turystów. Z czego to wynika? Bo jest daleko. Ponadto trudno tam dojechać, bilety są drogie, a podróż trwa bardzo długo. Na Wyspach Pacyfiku znajduje się miejsce, z którego jest najdalej we wszystkie strony na świecie. Będąc na centralnie położonym Tahiti mamy kilka tysięcy kilometrów na wschód do Ameryki Południowej, tyle samo od zachodu dzieli nas od Australii. Nie mówiąc już o tym, że na północ do stałego lądu jest jeszcze dalej. Samoańskie przysłowie mówi: „Jak przyjedziesz do nowego kraju, zanim zaczniesz przyglądać się miejscom, przyjrzyj się ludziom.” Poznając świat bardziej interesują Pana miejsca czy ludzie? Zależy to od miejsca, w którym się znajduję. W jednych krajach ciekawsi są dla mnie mieszkańcy, a w innych bardziej zwracam uwagę na zabytki. Nie jestem w stanie powiedzieć, od czego to zależy. Spotkałem na świecie ludzi, którzy są naturalnie sympatyczni i wychodzą do ciebie z sercem na dłoni. Takim krajem jest na przykład Tajlandia. Z kolei sąsiedni Wietnam jest już zupełnie inny. Jego mieszkańcy są bardziej szorstcy, krzykliwi a człowiek przez cały czas ma wrażenie, że chętnie by go oszukali. Tam bardziej zwracam uwagę na kraj. Dlatego moje zainteresowania zależą od okoliczności, miejsca lub celu podróży. A jacy są mieszkańcy Nowej Zelandii i wysp Pacyfiku? Nie można tutaj generalizować. Mieszkańcy Nowej Zelandii są sympatyczni, przyjaźni, uprzejmi i otwarci na ludzi. Reprezentują anglosaski sposób bycia. Natomiast mieszkańcy każdej wyspy na Pacyfiku różnią się od siebie. Zauważyłem chociażby, że mieszkańcy Bora Bora czy Tahiti są trochę zmanierowani. Pana najnowsza książka o podroży po Nowej Zelandii i wyspach Pacyfiku w tytule ma obietnicę Tiaki. Co to takiego? Obietnicę Tiaki można złożyć w Nowej Zelandii. Jej mieszkańcy są wdzięczni Opatrzności, że ich kraj został bogato obdarowany w cuda natury. Jest to nic innego jak obietnica, że dołoży się wszelkich starań, by zachować piękno przyrody. Ewentualnie można dołożyć swoją cegiełkę do rozwoju i poprawy sytuacji. Należy zwracać uwagę na to, że jak mamy coś po sobie zostawić, to niech to będzie tylko odcisk stopy. Życzylibyśmy sobie, by taka obietnica miała zastosowanie na całym świecie. Dziękuje za wizytę i spotkanie w Radzyniu Podlaskim. Jak świat wróci na normalne tory i podróżowanie znowu stanie się łatwiejsze, to zapewne ruszę w świat. A jak ruszę, to mam nadzieję, że wrócę. A jak wrócę, to z chęcią znowu do Radzynia zawitam. Dziękuję bardzo. Data Publikacji: r. „Obietnica Tiaki. O niezwykłości Nowej Zelandii i wysp Pacyfiku” Rok wydania: 2021 Nowozelandczycy odczuwają szczególny związek ze swoim krajem, bo od najmłodszych lat nakłada się na nich obowiązek opieki nad miejscem, w którym żyją. Obietnica Tiaki to zobowiązanie do opieki nad Nową Zelandią - na teraz i dla przyszłych pokoleń. Także wszystkich przybyłych zachęca się, by dbali o kraj, w którym goszczą, o środowisko, ziemię i wodę i by nie zostawiali po sobie nic prócz wspomnień. Tomasz Gorazdowski, dziennikarz, podróżnik i autor książek podróżniczych, tym razem zabiera nas w miejsca wyjątkowe, na sam koniec świata - do Nowej Zelandii i na wyspy Pacyfiku. Zgodnie z obietnicą Tiaki będzie to podróżowanie z otwartym umysłem i sercem, odpowiedzialnie, z szacunkiem do innych, do kultury i przyrody, o którą tak dbają mieszkańcy tych miejsc. Wraz z autorem wybierzemy się więc do egzotycznych krajów, takich jak Wyspy Cooka, Vanuatu czy Samoa, które często trudno nawet zlokalizować na mapie. Na wielu zdjęciach zobaczymy zapierającą dech i różnorodną przyrodę Nowej Zelandii oraz bajeczne tropikalne plaże wysp Pacyfiku. Poznamy atrakcje turystyczne i ciekawostki, ale też mieszkańców. Autor bowiem oddaje głos spotykanym po drodze ludziom: żyjącym w miejscach, do których nie poprowadzą nas przewodniki turystyczne, i wiedzącym rzeczy, o jakich nie przeczytamy w innych książkach. Źródło: „Przez trzy Ameryki. 30 tysięcy kilometrów z Alaski do Ziemi Ognistej” Rok wydania: 2015 Każdy kilometr z Tomkiem Gorazdowskim to nowa przygoda. Odkryj trzy Ameryki, jakich jeszcze nie znasz. Bezkresne tereny Alaski, peruwiańska pustynia, boliwijski szlak rajdu Dakar czekają. Wystarczy tylko ruszyć w drogę. Tomek Gorazdowski siada za kierownicą terenówki i rusza w podróż przez trzy Ameryki. Zabiera nas na wyścig psich zaprzęgów na Alasce, kosztuje lokalnych trunków w mieście Tequila, zajada kokę ze świętym Maximonem w Gwatemali i odkrywa tajniki produkcji cygar w Nikaragui. Źródło: „126 dni na kanapie. Motocyklem dookoła świata” Rok wydania: 2010 Czy łatwo jest wyruszyć w podróż dookoła świata? Czy można porwać się na to całkiem spontanicznie? I czy taka podróż może zakończyć się sukcesem? Książka 126 dni na "kanapie". Motocyklem dookoła świata pokazuje, że na wszystkie te pytania można odpowiedzieć twierdząco. Autor książki, nie mając nawet prawa jazdy, wpadł na pomysł, że objedzie świat na motorze. I jak pomyślał – tak zrobił. Uczestnicy wyprawy – dziennikarze radiowej Trójki Tomek Gorazdowski i Michał Gąsiorowski, spędzili cztery miesiące na „kanapach” – motocyklowych siodłach. Odwiedzili 19 krajów, przejechali ponad 21 tysięcy kilometrów. Napisana żywym językiem, pełna humoru książka jest zapisem ich wyprawy – przygód, spotkań z ludźmi, zmagań z upałem, zmęczeniem i biurokracją. Przede wszystkim jest jednak pochwałą życia niestroniącego od wyzwań, obowiązkową lekturą dla niespokojnych duchów i niestrudzonych poszukiwaczy przygód. Źródło:
Picton – Wellington – Egmont NP – Waitomo Caves – Auckland – Okura – Snells Beach – Devonport – Auckland – Osaka – Seul – Frankfurt – Katowice Po przypłynięciu do Wellington postanawiamy udać się na niewielkie wzniesienie w centrum miasta – Mount Victoria (196 mnpm), z którego roztacza się fantastyczna panorama. Poprzednim razem lało, więc odpuściliśmy sobie ten punkt podróży, tym razem jest słonecznie i bezwietrznie, w dodatku bardzo ciepło. Widoki rzeczywiście są wspaniałe – podziwiamy lądujące i startujące z lotniska samoloty oraz statki wpływające i wypływające z portu. Co ciekawe spotykamy też polską wycieczkę, która wysypała się właśnie z autokaru. W zachodzącym słońcu opuszczamy stolicę Nowej Zelandii i kierując się na północ, już po zmroku docieramy do bezpłatnego DOCowskiego kampingu Waikawa położonego u stóp Tararua Forest Park. Rano ruszamy w dalszą drogę, kierując się do Parku Narodowego Egmont, który swoim obszarem obejmuje niezwykle symetryczny stożek wulkaniczny Mt Taranaki (2518 mnpm). Z Inglewood odbijamy w lewo do znajdującego się na zboczach krateru parkingu z punktem obsługi turystów, gdzie zasięgamy języka o możliwościach zdobycia góry. Okazuje się że mimo zalegającego cały rok śniegu w kraterze, w marcu, można bez żadnego dodatkowego wyposażenia wejść na szczyt. Krótka decyzja i postanawiamy w następnym dniu zaatakować wulkan. W tym celu jedziemy do miasta, by kupić szturm żarcie i wracamy na parking pod Mt Taranaki gdzie wraz z grupą innych turystów udajemy się na spoczynek w swoich samochodach. Jeszcze grubo przed świtem wyruszamy z Visitor Center (952 mnpm). Przez pierwszą godzinę idziemy dość szeroką drogą, aż do Tahurangi Lodge (1492 mnpm), prywatnego schroniska, niedostępnego dla zwykłych turystów. Tutaj zastaje nas wspaniały wschód słońca i tutaj też zatrzymujemy się na śniadanie. Następnie już wąską ścieżką podchodzimy pod żleb, który pokonujemy dość długimi, drewnianymi schodami. Teraz zaczyna się najgorszy fragment – niezwykle stromym i sypkim piargiem pokrytym drobnym żwirkiem wulkanicznym podchodzi się pod wybitny grzbiet skalny zwany Lizard (2314 mnpm), który prowadzi do wejścia krateru. Bardzo przydają się tutaj kijki, których niestety nie mamy, także nasze podejście wygląda tak – 3 kroki w górę i 1 w dół zjazd po piargu. W tym miejscu odnotowano najwięcej wypadków śmiertelnych, co prawda zimą, niemniej trzeba tu nawet latem bardzo uważać. Wreszcie osiągamy krater, w którym zalega całkiem sporo śniegu. Stąd już ostatnie 200 metrów lekkiej wspinaczki po skałach i stajemy na szczycie, z którego roztacza się fenomenalny widok. Wokół wulkanu jakby narysowany cyrklem rośnie las deszczowy. Widać Morze Tasmana i wulkany Tongariro, Ruapehu i Ngauruhoe. Godzinkę spędzamy na szczycie i gdy zaczyna się robić nieco tłoczno rozpoczynamy wędrówkę tą samą drogą w dół. Po 8 godzinach od wyruszenia w górę jesteśmy z powrotem na parkingu, a późnym popołudniem w okolicy Mokau biwakujemy na dziko wprost na plaży z widokiem na… Mt Taranaki. Tutaj z radia dowiadujemy się o kolejnym kataklizmie, który tym razem dotknął Japonię, w której przecież mamy przesiadkę na lotnisku w Osace. Póki co postanawiamy nie martwić się na zapas i wieczór spędzamy na kąpieli w morzu i wylegiwaniu się na czarnej, wulkanicznej plaży, które są charakterystyczne dla tej części wyspy. Rano wstajemy dość wcześnie i jedziemy do ostatniego zaplanowanego punktu naszej wyprawy – do jaskiń Waitomo, których łączna ilość wynosi około 300. My postanowiliśmy zwiedzić 3 ogólnodostępne, tzn. Glowworms Caves, Ruakuri Cave i Aranui Cave, kupione w pakiecie promocyjnym za 89 NZD od osoby. Zaczęliśmy od odkrytej w 1910 roku Aranui Cave, suchej jaskini niezwykle bogatej w fantastyczne formacje wapienne. Znajdują się tutaj jedne z największych stalaktytów długości 6 m i wadze 2,5 tony. Następnie zwiedzamy Ruakuri Cave, do której schodzi się głębokim szybem po spiralnych schodach. Trasę długości 1,6 km pokonujemy z otwartymi ustami, zachwyceni otaczającymi nas stalaktytami i stalagmitami, podziemnymi rzekami i wodospadem. Tutaj pierwszy raz napotykamy słynne glowworm – niezwykłe robaczki ze świecącymi na niebiesko-zielono odchodami na końcach długich jedwabnych nici. Światło, które wydzielają służy do przyciągania innych owadów, które stanowią pożywienie dla owych świetlików. W ciemnej jaskini widok jest wprost niezwykły. Najsłynniejszą pod tym względem jest jednak Glowworms Caves, gdzie całe kolonie robaczków tworzą istną drogę mleczną. Jaskinię w dużej mierze zwiedza się w łódce płynąc podziemną rzeką, co dodatkowo nadaje efekt niezwykłości i dostarcza lekki dreszczyk emocji. Z Waitomo jedziemy do Auckland, które mijamy bez zatrzymywania się i udajemy się na północ do Orewy. Duże wrażenie robi przejazd przez położony 43 m nad poziomem wody Harbour Bridge, efektowny most długości 1020 m łączący Auckland z North Shore. Kilkanaście kilometrów dalej zjeżdżamy z autostrady, która na odcinku 38 kilometrów zamienia się w jedyną płatną drogę w Nowej Zelandii, z bynajmniej niewygórowaną ceną 2 NZD za samochód osobowy. Płatność odbywa się elektronicznie, kamery odczytują rejestrację przejeżdżanego pojazdu, a kierowca ma 3 dni na wniesienie opłaty przez Internet, telefonicznie lub w specjalnym automacie na parkingach po obu końcach autostrady. My tymczasem zatrzymujemy się na nocleg w Orewie – na parkingu przy plaży na końcu małego miasteczka. Nazajutrz czaimy się kilka godzin pod Mc Donaldem podczepieni do darmowego WiFi, przeglądając głównie informacje na temat Japonii. Na szczęście lotnisko w Osace nie ucierpiało i działa, więc z powrotem raczej nie powinno być problemów. Po południu przenosimy się jeszcze bardziej na północ do Snells Beach. W bardzo ciepłej morskiej wodzie zażywamy kąpieli i wylegujemy się na skalnych półkach wychodzących głęboko w morze. I tak na błogim lenistwie mija nam cały dzień. Rano ze Snells Beach wracamy w stronę Auckland i zatrzymujemy się w Devonport, półwyspie oddzielonym od Auckland wspomnianym wcześniej Harbour Bridge. Na początek udajemy się na niewielkie wzniesienie Mount Victoria (87 mnpm), z którego roztacza się doskonały widok na city. Potem obiad i lody w okolicy portu promowego i przenosimy się do Muzeum Marynarki Wojennej (wstęp wolny). Dość ciekawie zrobione wystawy pokazują modele statków, mapy, medale, uzbrojenie, zdjęcia z operacji wojennych, w które zaangażowała się Nowa Zelandia oraz zawiłości związane z próbami nuklearnymi na Pacyfiku. Późnym popołudniem przenosimy się na plażę sąsiadującą z Woodall Park. Postanawiamy też tutaj zanocować, bo miejsce wydaje się być idealne do spania: duży parking z toaletami (niestety zamykanymi na noc) i prysznicami. Zaliczamy też tutaj ostatnią kąpiel w morzu tej zimy, tzn. lata… Nieco brutalnie wybudzeni przez kosiarki ekipy koszącej trawniki, wstajemy i zaczynamy pakowanie naszego dobytku. Do tej pory mieliśmy wszystko porozrzucane tematycznie po całym aucie, teraz musimy to upchać do naszych plecaków. Jeszcze tylko delikatna kosmetyka w środku pojazdu, uzupełnienie baku i ruszamy do Auckland. Tutaj trochę bez celu snujemy się po znanej nam okolicy i sklepach, kupując ostatnie pamiątki i prezenty dla znajomych. Następnie ruszamy w kierunku lotniska do naszej wypożyczalni. W Apexie sprawdzają tylko czy samochód jest zatankowany do pełna, nie ma jakichś wgnieceń i pęknięć na szybie, po czym zawożą nas na lotnisko. Tutaj też musimy odbębnić kilka godzin w oczekiwaniu na odlot, wreszcie wzbijamy się w powietrze rzucając ostatnie tęskne spojrzenia na ten uroczy i piękny kraj. W Osace panuje straszny chaos, okazuje się, że Lufthansa z uwagi na kłopoty z paliwem w Japonii przeorganizowała swoje loty i mamy dodatkowe międzylądowanie w Seulu. W dodatku nasz lot zostaje przesunięty o 2 godziny. Wiadomo już, że nie zdążymy na samolot do Krakowa, więc próbujemy przebukować bilety na jakiś późniejszy lot, w miarę możliwości do Pyrzowic. Mimo zapewnień obsługi japońskiej, że tego dokonała, na miejscu we Frankfurcie okazuje się, że zrobiła to połowicznie, tzn. Asiula ma rezerwację, a ja nie. Ale tu dokonuje się nieoczekiwany zwrot sytuacji, gdyż samolot do Pyrzowic z uwagi na warunki atmosferyczne zostaje odwołany, a my zostajemy skierowani po odbiór voucherów żywieniowych i hotelowych. Po dobrej godzinie biegania po całym lotnisku, załatwiamy wreszcie wszystkie niezbędne formalności i lądujemy w jakimś hotelu pod Frankfurtem. Nazajutrz rano, po śniadaniu jedziemy na lotnisko (wszystko opłacone przez Lufthanse), a z racji tego, że mamy 6 godzin do odlotu, pakujemy się w podmiejską kolejkę, którą docieramy do centrum miasta. Tutaj zwiedzamy mało ciekawe centrum i nieco przemarznięci wracamy z powrotem i odprawiamy się do lotu. Po 56 godzinach od wylotu z Auckland wreszcie docieramy do Katowic, które witają nas wielką śnieżycą i powrotem zimy. strona 1 | 2 | 3 | 4 | 5
Nowa Zelandia to kraj marzenie na krańcu świata. Albo też, jak mawiają mieszkańcy tego kraju, na początku świata 😉 Tylko jak się do Nowej Zelandii dostać? Kiedy najlepiej przylecieć? Jak zorganizować podróż i do jakich miejsc warto się wybrać? Czy zobaczymy na miejscu Hobbita i krainy z Władcy Pierścieni? I ile to wszystko będzie kosztowało? Odpowiedzi poniżej. Lista wszystkich wpisów znajduje się poniżej. Kliknij, aby przejść do nich od razu. Gdzie leży Nowa Zelandia? Niby śmieszne pytanie, ale jak przyjdzie co do czego to niejednemu może zrobić się głupio :p Odpowiadamy więc, patrząc z Wrocławia dokładnie na końcu świata. Patrząc z Auckland dokładnie na jego początku 😉 Na mapie najlepiej szukać obok Australii. Do niedawna uczyliśmy się o kontynencie Australia i Oceania, w skład którego wchodzi również Nowa Zelandia. Możemy chyba powoli o tym zapomnieć, gdyż całkiem niedawno nowozelandzcy (a jakże) naukowcy wysnuli tezę, iż Nowa Zelandia to tak naprawdę część osobnego kontynentu, Zelandii, którego 90% znajduje się pod wodą. Kliknij na punkty na mapie Kiedy najlepiej lecieć do Nowej Zelandii? Nowa Zelandia leży na półkuli południowej. Co to oznacza dla nas oznacza? Pory roku w Nowej Zelandii występują dokładnie na odwrót do naszych. Gdy u nas jest zima, w Nowej Zelandii panuje lato. Aby trafić na najlepsze temperatury najlepiej wybrać się na wakacje pomiędzy październikiem a kwietniem. Pamiętać należy przy tym, że grudzień-styczeń to czas świąt i szczyt sezonu, więc w pakiecie dostaniemy tłok w najbardziej turystycznych miejscach. Pamiętać należy wtedy o zabukowaniu noclegów z wyprzedzeniem, aby nie pozostać bez dachu nad głową w okresie świąteczno-noworocznym. Znajdźcie najtańsze bilety dzięki rankingowi najtańszych wyszukiwarek lotów, który dla was przygotowaliśmy! Wiza do Nowej Zelandii Polacy udający się do Nowej Zelandii na okres nie dłuższy niż 3 miesiące nie potrzebują ubiegać się o wizę. Przy pobytach dłuższych, przedłużaniu pobytu oraz gdy udajemy się do Nowej Zelandii w celach zarobkowych zobowiązani jesteśmy do aplikowania o wizę. Wszelkich informacji na temat procesu wizowego najlepiej szukać na stronie polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz nowozelandzkiego Urzędu Imigracyjnego. Przytłoczeni natłokiem informacji potrzebnych do zaplanowania wyjazdu? Zostaw to nam! Pomagamy w przygotowaniach i układamy plany podróży po Nowej Zelandii (i nie tylko). Zainteresowani? Więcej informacji tutaj. Co warto wiedzieć przed wyjazdem do Nowej Zelandii? Praca w Nowej Zelandii Nowa Zelandia staje się coraz bardziej popularnym kierunkiem wyjazdów zarobkowych Polaków. Stawka minimalna (w pierwszej połowie 2019 roku) to za godzinę pracy, w zawodach specjalistycznych to min. 25$. Ludzie są bardzo przyjacielscy, pomocni, a pracodawcy nastawieni na zbilansowanie życia zawodowego i prywatnego. Jest to dobry sposób, aby trochę dorobić i mieć więcej czasu na zwiedzanie kraju (roczna wiza working holiday) lub zostać na dłużej/na stałe (wizy profesjonalne). Sprawdźcie, jak znaleźć pracę oraz ogarnąć się po przylocie do Nowej Zelandii! Jak zorganizować road trip po Nowej Zelandii? Podpowiadamy, jak przygotować road trip po Nowej Zelandii. Dlaczego lepiej zwiedzać samochodem niż autobusami, czy auto kupić, czy może wypożyczyć, jak to zrobić i gdzie szukać kempingów. Gdybyśmy przeczytali taki wpis przed naszym wylotem do Nowej Zelandii, nasze życie zapewne byłoby trochę łatwiejsze 😉 NIech wasze takie będzie! 🙂 Jak przygotować się na trekking w Nowej Zelandii? Podpowiadamy, co trzeba wiedzieć przed wybraniem się w nowozelandzkie góry, jaki sprzęt warto ze sobą zabrać, co jeść, gdzie nocować itp. Wszystko, co potrzebujecie wiedzieć o trekkingu w Nowej Zelandii zebrane w jednym wpisie. Bierzcie i idźcie w góry! 🙂 Filmy z Nowej Zelandii, które warto zobaczyć Podróżować po danym kraju można zwiedzając zabytki, przemierzając szlaki na łonie natury, degustując lokalną kuchnię lub… oglądając filmy 😉 Znacie jakieś filmy z Nowej Zelandii? Mówią wam coś takie nazwiska jak Jemaine Clement czy Taika Waititi? Słyszeliście o Once Were Warriors tudzież Hunt for Wilderpeople? Wiecie, jak są pokazywane na ekranie problemy maoryskiej części społeczeństwa Nowej Zelandii? Jeśli na przynajmniej jedno z tych pytań odpowiedzieliście „nie”, ten wpis jest dla was! 33 oznaki, że jesteś Kiwi! Nowa Zelandia to kraj bardzo daleki od Polski i to nie tylko w sensie geograficznym. Jaki jest typowy mieszkaniec Nowej Zelandii? Jakie śmieszne lub wkurzające rzeczy robi w życiu oraz… kim jest ten Kiwi? Zapraszamy na nasze humorystyczne podsumowanie fajnych i niefajnych rzeczy, jakie zaobserwowaliśmy mieszkając w Nowej Zelandii 😉 Kultura pracy w Nowej Zelandii Rozdział „Co warto wiedzieć przed wyjazdem do Nowej Zelandii?” zaczęliśmy od pracy i na pracy skończymy. Tym razem trochę przemyśleń i spostrzeżeń na temat kultury pracy w Nowej Zelandii i relacji, jakie panują między pracodawcą a pracownikiem. Będzie słodko i gorzko. Jak bardzo, wg was, Nowa Zelandia różni się od Polski. Jeśli nie wiecie to tym bardziej polecamy lekturę tekstu. Co warto zobaczyć w Nowej Zelandii? (nasze) Najpiękniejsze miejsca w Nowej Zelandii To jest dobry tekst do rozpoczęcia poszukiwań inspiracji, co takiego w Nowej Zelandii zobaczyć. Od północnych krańców Wyspy Północnej po południowe zakątki Wyspy Południowej. Znajdziecie tutaj wszystko to, za co pokochaliśmy Nową Zelandię! Najbardziej zjawiskowe drogi Nowej Zelandii Nowa Zelandia to kraj idealny na tzw. road trip. Niesamowite krajobrazy, stosunkowo mały ruch na drogach, sporo miejsc na camping. Wspominałem już o krajobrazach? Jaraliście się od zawsze filmami drogi i marzyliście, iż pewnego dnia sami usiądziecie za kółkiem i ruszycie w kierunku zachodzącego słońca? Sprawdźcie, jak zorganizować road trip waszego życia! Milford Sound – najpiękniejszy fiord w Nowej Zelandii Milford Sound to prawdopodobnie jeden z najpiękniejszych fiordów na świecie, oczywiście poza tymi w Norwegii 😉 Miesce, którym nie sposób się nie zachwycać. Kiedy najlepiej się wybrać do Milford Sound? Co robić w regionie Milford Sound? Zobaczcie zdjęcia z tego niesamowitego miejsca, sprawdźcie informacje praktyczne i polecane miejsca. Queenstown – góry, adrenalina i tłumy turystów Jest takie miejsce w Nowej Zelandii gdzie prędzej czy później trafiają wszyscy turyści, a z którego do internetu trafiają tysiące zdjęć „najpiękniejsze” w Nowej Zelandii. To Queenstown, adrenalinowa stolica Nowej Zelandii, miejsce, gdzie narodziło się skakanie na bungee. Sprawdźcie, jakie płatne i darmowe atrakcje tu na was czekają. Southern Scenic Route: road trip po południu Nowej Zelandii Lubicie road tripy? Poczucie wolności, setki zapierających dech w piersiach miejsc, po prostu uczucie bycia w drodze? Nowa Zelandia to kraj wręcz do road tripów stworzony! Sprawdźcie, jak zorganizować tygodniową podróż szlakiem Southern Scenic Route po południu Wyspy Południowej! W tekście informacje praktyczne, rozpisany każdy dzień podróży, noclegi oraz piękne zdjęcia z trasy! Christchurch – re:start miasta Centrum Christchurch nie jest typowe. Z resztą, całe miasto nie jest typowe, ale ciekawe: z jednej strony trzęsienia ziemi sprzed kilku lat go nie oszczędziły i jeszcze się z tego nie podniosło. Z drugiej jednak to miasto tętniące sztuką i kulturą, które bardzo je ożywiają. Zobaczcie, jak to wszystko przeplata się ze sobą! Northland – atrakcje północy Nowej Zelandii Jeden z gorętszych regionów Nowej Zelandii, do którego droga wiedzie przez Auckland. Czy warto po przylocie nadrobić drogi i udać się na najbardziej północną część Nowej Zelandii? Co robić w regionie Nortland i na ile zaplanować podróż? Gdzie spać i jak nie przepłacić na noclegach i benzynie? Odpowiedzi w tekście. Jeden dzień w Hobbitonie Hobbiton – fantastyczna kraina z kart książek Tolkiena, ożywiona w Nowej Zelandii przez Petera Jacksona. Jeśli planujecie wypad do Nowej Zelandii (zwłaszcza, jeśli jesteście fanami Mistrza) sprawdźcie, jak dostać się do Hobbitonu, jak wygląda zwiedzanie oraz ile to będzie kosztowało! W bonusie metoda na opornych kompanów podróży, którzy nie podzielają waszego entuzjazmu. Nowa Zelandia śladami Władcy Pierścieni Tekst, który pobił wszelkie nasze rekordy, gdyż prace nad jego przygotowaniem trwały rok! Rok wyszukiwania i jeżdżenia w różne miejsca, które „zagrały” we Władcy Pierścieni, robienia zdjęć, szukania kadrów filmowych, ale się udało i to z całkiem niezłym efektem! Oddajemy w wasze ręce przewodnik po Nowej Zelandii śladami Władcy Pierścieni i Hobbita! Sprawdźcie (w tekście mapa!) jak dotrzeć do tych wszystkich miejsc, polecamy również galerię zdjęć miejsca z filmu vs rzeczywistość 🙂 Udanej podróży! West Coast czy Wet Coast? Co warto zobaczyć na Zachodnim Wybrzeżu Wyspy Południowej Nowej Zelandii? Czy warto nadrabiać drogi i wydłużaj trasę road tripu po Nowej Zelandii, aby jechać na West Coast? Jak tam najlepiej dojechać? I co robić w deszczu, aby dzieci się nie nudziły? Zwłaszcza, gdy ponad połowę roku leje deszcz? Sprawdźcie polecane przez nas miejsca, galerię zdjęć oraz informacje praktyczne! 7 powodów, aby odwiedzić Wellington Stolica Nowej Zelandii ma trochę pecha, będąc jakby na uboczu, podczas gdy prym wśród miast wiedzie Aucklad. Czy zasłużenie? Przekonajcie się, czy warto zatrzymać się w Wellington podczas podróży po Nowej Zelandii i zwłaszcza, podczas przeprawy promowej pomiędzy wyspami, czy lepiej od razu jechać dalej. Co warto zrobić z ekstra czasem, jeśli na prom czekamy? Mount Taranaki, nowozelandzki wulkan, który udaje, że jest w Japonii Mało jest takich kozaków w Nowej Zelandii jak Mount Taranaki. Wulkan grał już w filmach (np. jego partnerem był Tom Cruise w filmie „Ostatni Samuraj”), jest prawie idealnie okrągły, nieźle się prezentuje i jest w stanie oszukać miliony Japończyków, że jest wulkanem Fidżi 😉 A do tego tuż „za rogiem” ma Kiwi Park Jurajski! Tak to właśnie sprawa wygląda z tym wulkanem Taranaki! Nowa Zelandia poza turystycznym szlakiem Korzystając z okazji, że w Nowej Zelandii poświęcamy wiele miesięcy naszej podróży, postanowiliśmy wam pokazać miejsca spoza głównych szlaków wyznaczanych przez najpopularniejsze przewodniki i przecieranych rokrocznie tysiącami camperów. Nowa Zelandia poza szlakiem: Quail Island – wyspa złodziei ptasich jaj Wyspa Quail z pewnością nie należy do najbardziej znanych atrakcji Nowej Zelandii. Nie miała też szczęścia w przeszłości, a to złodzieje, a to tajemnicze śmierci, chorzy na trąd czy kwarantanna dla podróżnych. Czy warto tu przypłynąć będąc w Christchurch? I jak to w ogóle zaplanować? Odpowiedzi znajdziecie w tekście. Nowa Zelandia poza szlakiem: Lake Benmore Miejsce absolutny hit. Okolice Lake Benmore to jedno z piękniejszych miejsc na Wyspie Południowej, wciąż jeszcze bardzo mało znane. Sprawdźcie jak tam dojechać i co robić. Przygotowaliśmy plan wycieczki na cały dzień łącznie ze wskazówkami, gdzie jeść, aby było pięknie i malowniczo 😉 Tekst z wybitnie dużą ilością zdjęć. Nowa Zelandia poza szlakiem: Camp Stream Hut Fajny szlak będący maleńką częścią Te Araroa, który przechodzi przez całą Nową Zelandię. Jego punktem kulminacyjnym jest nocleg w chatce w górach, pośrodku niczego. Cudowna opcja na weekend z dala od turystów w Lake Tekapo. A w tekście wyjaśnienie, dlaczego niewiele spaliśmy w tej cudnej chatce. Nowa Zelandia poza szlakiem: okolice Christchurch – co warto zobaczyć poza miastem? Christchurch to główne miasto Wyspy Południowej, dla większości jedynie miejsce, z którego zaczynają i/lub kończą swoją podróż po tej części Nowej Zelandii. A to błąd, tak samo miasto, jak i jego okolice mają wiele do zaoferowania. W tekście o okolicach Christchurch podpowiadamy wam gdzie pojechać i co zrobić, aby atrakcyjnie wypełnić Invercargill – prawdziwa histora pogonii za marzeniami Film The World’s Fastest Indian to chyba jeden z najbardziej motywacyjnych filmów, jakie powstał. Dobra rola Anthonego Hopkinsa, krajobrazy Nowej Zelandii (i trochę USA) oraz walka z przeciwnościami losu o spełnianie marzeń. My dotarliśmy na południowy skraj Nowej Zelandii, aby w rodzinnym mieście Burta Munro, bohatera Pogonii za marzeniami poszukać jego śladów. Jesteście ciekawi co z tego wyszło? Co myślicie o Nowej Zelandii? Jest w waszych planach podróżniczych? Koniecznie dajcie znać w komentarzach! [ezcol_1third][/ezcol_1third] [ezcol_1third][/ezcol_1third] [ezcol_1third_end][/ezcol_1third_end] Jeśli zarezerwujecie lot, noclegi lub campera za pomocą powyższych linków, my dostaniemy parę groszy. Waszej rezerwacji nie zrobi to różnicy, a my wprawdzie kokosów nie zarobimy, ale zawsze na jakiś obiad czy wino się uzbiera 🙂 Dziękujemy!
Wyreżyserowana przez Petera Jacksona filmowa trylogia “Władcy Pierścieni” sprawiła, że świat odkrył Nową Zelandię – jej piękne łąki, majestatyczne góry i… tętniące życiem miasta, w których znaleźć można nie tylko ciekawe muzea, ale także ekscytujące rozrywki. Niezależnie od tego, czy chcesz ruszyć w wyprawę śladem Drużyny Pierścienia, czy może preferujesz spokojniejsze formy spędzania czasu, warto jest dać, wyspiarskiemu państwu szansę. Wybraliśmy sześć najciekawszych atrakcji Nowej Zelandii, dzięki którym zasmakujecie w lokalnej kulturze. Queenstown – raj dla narciarzy Choć Nowa Zelandia podświadomie kojarzy się raczej z ciepłem i tropikami, wysokie góry sprawiają, że wyspa jest istnym rajem dla narciarzy! W Queenstown niewielkim miasteczku na Wyspie Południowej, położony jest ogromny kurort narciarski, do którego co roku zjeżdżają tysiące miłośników sportów zimowych. Queenstown różni się jednak od alpejskich stoków – poza licznymi trasami narciarskimi znaleźć tutaj można szeroką ofertę innych rozrywek skierowanych do ludzi szukających adrenaliny. W Queenstown można skoczyć z bungee lub ze spadochronu, wybrać się na przejażdżkę paralotnią czy wziąć udział w niebezpiecznym spływie kajakowym rwącą, pełną zakrętów rzeką. Kurort stanowi także dobrą bazę wypadową do dalszego podróżowania po państwie tak rozległym, jak Nowa Zelandia – wycieczki po całym kraju są łatwo dostępne z Queenstown. Auckland Położone na Wyspie Północnej największe miasto Nowej Zelandii, którego układ architektoniczny wciąż fascynuje urbanistów. Wielkie, szklane wieżowce kontrastują tutaj z zadbanymi, wiktoriańskimi kamieniczkami, w których ogrodach mieszczą się puby i kawiarnie. Szczególnie warty zobaczenia jest historyczny ratusz, który wyglądem i rozmachem przypomina neogotycką katedrę. Miłośnicy wielkich miast powinni się wybrać na wieżę widokową Sky Tower, najwyższą budowlę na półkuli południowej. Na szczycie wieży znajduje się taras obserwacyjny, z którego podziwiać można panoramę miasta, a także słynna na cały świat, obracająca się wokół własnej osi restauracja. W Auckland znajdują się także liczne kluby, instytucje kulturalne oraz muzea, spośród których wyróżnia się Auckland Art Gallery zawierająca największą na świecie kolekcję prac rdzennej, nowozelandzkiej ludności. Wellington Stolica Nowej Zelandii, a zarazem prawdziwa gratka dla fanów filmu. Wellington słynie jako stolica lokalnej kultury. W mieście odbywa się znany “New Zealand International Film Festival”, na który zjeżdżają gwiazdy z całego świata. Równie ciekawą opcją są liczne festiwale kultury lokalnej, na których można zapoznać się z folklorem Maorysów, czyli rdzennej ludności wyspy. Warte odwiedzenia jest miejskie muzeum, wyróżniające się nowoczesnym obserwatorium astronomicznym oraz fascynującą wystawą przybliżającą historię kolonizacji wyspy. W Wellington znajduje się także pierwsze na świecie bezemisyjne ZOO. Różnorodność biologiczna jest ogromna na archipelagu tak wielkim i zróżnicowanym jak Nowa Zelandia – zwierzęta zamieszkujące wyspiarskie państwo są unikatowe w skali świata. ZOO pozwala poznać historię miejscowej fauny. Park Narodowy Tongariro Mekka dla miłośników pięknych pejzaży i przyrody. Ten wpisany na listę UNESCO park narodowy rozciąga się na obszarze niemal 800 km². Przez park prowadzi Pętla Turystyczna Tongariro, czyli niezbyt wymagający szlak turystyczny, którego pokonanie zajmuje kilka dni. Wędrówka Pętlą Turystyczną pozwala na zanurzenie się w świecie nowozelandzkiej natury. Na terenie parku znajdują się liczne wygasłe oraz wciąż aktywne wulkany, a miłośnicy górskiej wspinaczki wybrać się mogą na specjalny szlak alpejski ciągnący się przez łańcuch górski. W okolicach parku znajdują się także liczne kurorty narciarskie, więc Tongariro stanowi ciekawą alternatywę dla Queenstown. Rezerwat morski Poor Knights Islands Archipelag wysp Poor Knights Islands to wymarzone miejsce dla fanów oceanu i tropikalnych klimatów. Plaże wyjęte są żywcem z filmów przyrodniczych, a turyści odwiedzający wyspy zwykli mówić, że wyjechali z raju, w którym zostaliby na dłużej. Morski rezerwat objęty jest co prawda ścisłą ochroną prawną, ale po spełnieniu wymagań można w nim nurkować. Przejrzyście czysta woda i tętniące życiem koralowce sprawiają, że Poor Knights Island to idealne miejsce dla miłośników nurkowania. Shire, czyli śladami Władcy Pierścieni Na sam koniec zostawiliśmy temat “Władcy Pierścieni”, czyli trylogii będącej jednocześnie najlepszą turystyczną wizytówką Nowej Zelandii. Nie jest zaskoczeniem fakt, że każdego roku na wyspy przybywają tysiące turystów, którzy pragną przenieść się w magiczny świat Śródziemia. Na miejscu działają liczne biura podróży, które organizują specjalne wycieczki śladami Drużyny Pierścienia. Ponieważ lokacje z filmów rozrzucone są po obu wyspach, wykupienie takiej wycieczki jest dla fanów “Władcy Pierścieni” najlepszym rozwiązaniem. Turyści zwiedzić mogą krainę hobbitów Shire, czy elficki Rivendell. Prawdziwą gratką jest jednak możliwość wyprawy górskim szlakiem pozwalającym wejść na Caradhras, szczyt z pierwszej części filmu. Artykuł nadesłany
śladami władcy pierścieni nowa zelandia